Tajne opowiadanie bez klucza

Przez siedem długich lat rycerz Pincher z Ciremu poszukiwał składników tworzących legendarną recepturę mikstury totalnej kreatywności. W tym czasie zdołał przejść pieszo kilka tysięcy mil, odwiedzić setki miast i jeszcze więcej wiosek, oraz stoczyć dziesiątki pojedynków z banitami i stworami chaosu, które stanęły mu na drodze. Sześć lat temu, w ruinach świątyni Uma, na krańcach upadłego królestwa Kopistów, udało mu się zdobyć tajemną recepturę złotego środka. Wyczyn ten kosztował go pół roku rehabilitacji spędzonej po walce ze strażnikiem świątyni – złowrogim i potężnym liczem władającym magią pustoty. W górach banału prawie zamarzł na śmierć, szukając niezwykle rzadkich kryształów deadline’u; zaś w kopalniach głębokich pomysłów przedzierał się przez legiony wściekłych koboldów, aby zdobyć prochy księgi tysiąca i jednej korekty. I w końcu, zaledwie miesiąc temu, na przesiąkniętej krwią i potem równinie nieudanych pitchingów, zdecydował się oddać swoją duszę złowrogiemu demonowi, aby otrzymać w zamian jeno marną wskazówkę – historię o miejscu, w którym pozna nazwę ostatniego składnika magicznej mikstury.

– Muszę być silny – powiedział tak głośno, że aż spłoszył kruka siedzącego na gałęzi spróchniałego drzewa – jestem już tak blisko. Nie mogę się teraz wycofać.

Rycerz Pincher już od kilku tygodniu przemierzał niekończącą się dolinę freelance’u. Wczoraj zaatakował go wolny strzelec imieniem Zygfryd. Mężczyzna już od pięciu lat czekał na mitycznego zleceniodawce, który obiecał mu przelać złoto za wykonane dawno temu zadanie. Wolny strzelec żywił się przez ten czas jedynie robakami gotowanymi w deszczówce, tak więc gdy tylko ujrzał naszego bohatera, zdecydował się go obrabować. Pincher, po obezwładnieniu napastnika i wysłuchaniu jego smutnej historii, podzielił się z nim czerstwym chlebem i suszonym mięsem. Cóż innego mógł zrobić – sam był kiedyś wolnym strzelcem i dobrze wiedział, co to głód.

– A więc szukasz słynnego kamienia niejasnych wskazówek? – Zygfryd zagadał.

– Ano – odparł rycerz – powiadają, że na końcu doliny freelance’u znajduje się pustynia zleceń, a na jej środku oaza natchnienia. To właśnie tam się udaję. 

– Zdradzę ci sekret. Kamień niejasnych wskazówek został przerobiony na stół do pitchingu, dlatego nikt nie mógł go odnaleźć.

– To ma sens – odpowiedział rycerz, przeżuwając czerstwy kawałek chleba – dziękuję ci za tę wiadomość.

Po posiłku Rycerz pożegnał się z wolnym strzelcem i ruszył dalej. Tydzień zajęło mu przejście całej doliny, a przez trzy kolejne dni błądził po pustyni zleceń.

Oaza natchnienia tętniła życiem. Strumyk krystalicznie czystej wody bulgotał wesoło, zielone palmy z orzechami kokosowymi i bananami oraz skalna półka dawały oazie odrobinę tak pożądanego na pustyni cienia i sprawiały, że miejsce to wyglądało jak raj na ziemi. Dookoła biegały przyjazne małpiątka, a  wielbłądy korzystające z chłodu strumyka wyglądały na oswojone. Dla Pinchera najważniejszy był jednak kamienny stół stojący naprzeciw szałasu zbudowanego z bawełnianych prześcieradeł i palmowych liści. Rycerz podbiegł do stołu, pochwycił go od dołu i naprężył się, aby wyrwać kamienny blat i ustawić go poziomo.

Kamień niejasnych wskazówek – powiedział na głos, podziwiając magiczny artefakt w całej swej okazałości – wreszcie cię znalazłem!

Słońce oświetliło chropowatą strukturę kamienia, który zaświecił tysiącem barw. Ziemia u podstawy magicznego obelisku zadrżała. Rycerz Pincher z Ciremu z trudem złapał równowagę.

Cóż za potężna magia – pomyślał przerażony i podekscytowany zarazem. W tym samym czasie na kamieniu zaczęły pojawiać się świecące symbole, które znikały zastępowane przez kolejne. Były tam chyba wszystkie znane ludzkości alfabety oraz kilka zapomnianych, a nawet jeden zdecydowanie nieludzki.

Rycerz oczyścił umysł i zrobił to, co kazał zrobić mu demon – wypowiedział na głos podstawowe pytanie o życie, wszechświat, ostatni składnik magicznej mikstury i całą resztę. Z wnętrza artefaktu wydobył się dźwięk podobny do tłumu śpiewaków zamkniętych w świątyniach, którzy zgubili nuty i wyją teraz wniebogłosy, bo nie mają niczego lepszego do roboty. Kamień momentalnie poczerniał i zamienił się w idealnie gładki sześcian, a na jego powierzchni zaczęły pojawiać się litery:

Wszystkie składniki już masz, ale mikstura nie zadziała, jeśli nie wypijesz jej ze świętego Graala. Wiem, że chciałbyś zapytać teraz, gdzie jest ten kielich, ale przykro mi, wyczerpałeś swój limit pytań na najbliższe siedem lat. W ramach pocieszenia wynagrodzę cię jeszcze krótkim bełkotem: K1 F3 F1 N3 E3 E2 F1 N1 O2 T1. Wiem, że ten ciąg znaków nie ma dla cienie najmniejszego sensu, ale nie przejmuj się. Zapisz to sobie, może dzięki temu uwolnisz kiedyś jakiegoś mocno spakowanego w zipie dżina, który pomoże ci w zdobyciu władzy nad światem i rzuci kilka ciekawych pomysłów dotyczących Graala. To wszystko rycerzu. Proszę jeszcze, abyś odłożył mnie na swoje miejsce. Dobrze mi było, gdy byłem zwykłym stołem. Bycie kamieniem niejasnych wskazówek to dla mnie zbyt duża odpowiedzialność. Teraz daj mi spokój, muszę gdzieś zadzwonić.

Gdy słońce zaszło za chmurami, kamień na powrót stał się zwykłym kamieniem. Rycerz Pincher z Ciremu westchnął ciężko.

– Wygląda na to, że to dopiero początek mojej przygody – powiedział do siebie, po czym chwycił torbę i ruszył w kierunku zachodzącego słońca.