Projekt: Przypadek

Posted by in Aktualności, Blog

11011055_10202471131220001_2938882919183282043_n

Zdjęcie z castingu. Marzec 2015.

Wszystko zaczęło się gdzieś w okolicach listopada 2014 roku. Przeglądając internet trafiłem na ogłoszenie poznańskiej grupy Weź to nakręć, zachęcające do spotkania mającego na celu integracje osób z wielkopolski, chcących wspólnie robić filmy. Spodziewałem się, że za inicjatywą stoi potężna fundacja, ponieważ wszystko wyglądało bardzo poważnie, okazało się jednak, że grupa Weź to nakręć to w rzeczywistości inicjatywa całkowicie oddolna (chociaż niedawno brand Weź to nakręć zaczął się intensywnie rozwijać). Z naszej perspektywy wyglądało to tak, że Michał Kucharski, student Warszawskiej szkoły filmowej, oraz Łukasz Strociak, postanowili zebrać w jednym miejscu ludzi chcących robić filmy. W tym celu skontaktowali się z Tomaszem Solińskim, który pięć lat temu zrobił coś podobnego w Warszawie, właśnie pod stworzoną przez siebie banderą Weź to nakręć. Dostali od niego zielone światło na wykorzystanie nazwy, oraz pomoc w nagłośnieniu spotkania na kanałach społecznościowych, do których Tomasz Soliński miał dostęp. Trzeba przyznać, że udało im się to wyśmienicie. Po kilku spotkaniach wykrystalizowała się grupa, która chciała pracować nad konkretnym projektem. Miałem to szczęście, że wszystkim spodobał się jeden z moich scenariuszy, nad którym popracowaliśmy jeszcze przez kilka miesięcy. Projekt był już wybrany, teraz trzeba było zacząć działać.

W marcu zorganizowaliśmy casting, na który zgłosiło się ponad 70 osób (ostatecznie przyszło około 50). Wybraliśmy aktorów do wszystkich ról i przystąpiliśmy do działań preprodukcyjnych, planując zdjęcia na połowę kwietnia. W międzyczasie pracowaliśmy nad papierologią i budżetem, ponieważ zdecydowaliśmy się złożyć wniosek o dofinansowanie części produkcji z budżetu Poznań Film Commision, tak więc produkcja stawała się coraz poważniejsza, chociaż warto tu zaznaczyć, że 90% ekipy zgodziło się pracować za darmo. W trakcie działań preprodukcyjnych udało się nam pozyskać zespół Zakręt, który zgodził się pomóc ze ścieżką dźwiękową oraz Kasię Wilk, reżyserkę i animatorkę znaną ze znakomitego serialu internetowego Bear me, która zgodziła się wykonać krótką animację. Już na tym etapie robiło to wszystko wrażenie, ale my się dopiero rozkręcaliśmy. Swoją pomoc zaoferował nam także Dariusz Pietruszewski z DP-Plan, dzięki czemu udało nam się zdobyć kilkaset kilogramów sprzętu. Gdyby nie to wyposażenie, to  nie zdołalibyśmy wykonać połowy zamierzonych efektów, lub wykonalibyśmy je znacznie gorzej. Zadziwiające, jak setki kilogramów sprzętu, którego ostatecznie nie widać w filmie, „robią” film i budują właściwy nastrój.

11145201_844157078952888_8161690706031625946_o

Czerwcowy dzień zdjęciowy. Foto: Ryszard Kolasiński

Nie udało się nam wykonać zaplanowanych zdjęć w kwietniu, ponieważ musieliśmy czekać na decyzję o dofinansowaniu. Zielone światło dostaliśmy dopiero w czerwcu, chociaż i tak musieliśmy wprowadzać poprawki do wniosku. Jako, że trudno zebrać w jednym miejscu, na około tydzień, prawie 20 osobową ekipę, to zdecydowaliśmy się zaplanować zdjęcia w bezpiecznym terminie, czyli w połowie lipca. Mimo to, już w czerwcu zdecydowaliśmy się wykonać zdjęcia próbne, które miały na celu przetestować sprzęt oraz nas samych. Nakręciliśmy pierwsze dwie minuty filmu, które są prologiem do właściwej historii. Było mnóstwo krzyków, krwi, był wypadek samochodowy, który zostanie zmontowany przy pomocy efektów specjalnych. Zabawne było kręcenie sceny z wnętrza samochodu – aktorka (Maria Przybylska) za kierownicą, dźwiękowiec (Agata Golusińska) schowana na przednim siedzeniu, operator (Michał Leśniewski) z asystentem (Bartoszem Dulebą) na tylnim siedzeniu z kamerą zamontowaną na zagłówkach, a ja w bagażniku staram się kontrolować sytuację. Zdjęcia były udane. Mieliśmy świetny materiał, do którego należało już tylko dokręcić ciąg dalszy. Jako ekipa sprawdziliśmy się w boju, tracąc jedynie dwa litry sztucznej krwi, trochę nerwów i odrobinę prywatnego czasu.

W oczekiwaniu na lipiec zajęliśmy się swoimi sprawami, chociaż nie oznaczało to wcale, że  projekt nie leżał. Montaż i efekty specjalne do nakręconego materiału trwał cały czas, a nasz montażysta (Mariusz Hejna) zdołał prawie spalić płytę główną, pracując nad obróbką materiału w kinowej rozdzielczości 4K.

11224307_1642471169321905_7465122188952544332_n

Pracownia malarska. Collegium Da Vinci. foto: Ryszard Kolasiński

W końcu przyszedł lipiec i zaczęliśmy zdjęcia. Pięć dni, po kilkanaście godzin pracy każdy, z sześcioma godzinami przerwy na sen! Litry wylanej farby, budowanie skomplikowanych konstrukcji na balkonie, czy też całego namiotu wróżki w pokoju, w którym kilka godzin wcześniej kręciliśmy inne ujęcia. Totalne szaleństwo! 9 lokacji wewnętrznych, 11 różnych plenerów, ponad 20 osób (łącznie z aktorami). Mała wielka produkcja.

Niesamowite było to, ze każdy dzień na planie wyglądał zupełnie inaczej. Pierwszy dzień zdjęciowy (ten z czerwca), był kręcony całkowicie w plenerze i „na wariata”. Robiliśmy sceny w parku oraz na na przejściu dla pieszych, gdzie musieliśmy partyzanckimi metodami zainscenizować wypadek samochodowy.

11731604_10206186247406922_5115673975191543505_o

Dawid Dziarkowski przed ujęciem. Foto: Weronika Drzewińska

Drugi dzień spędziliśmy w pracowni malarskiej w Collegium Da Vinci. Klimat był niesamowity! Kolorowa farba, malarskie sztalugi i palety barw – w powietrzu czuć było sztukę, co pozytywnie wpłynęło na każdego z nas. Gosia Prętka (nasza aktorka grająca główną rolę), wpadała w malarski szał, w trakcie którego praktycznie każdy członek ekipy oberwał farbą. Później przenieśliśmy się do budynku Fundacji Ars, w której musieliśmy nakręcić scenę z kilkuletnimi dziećmi. To także udało się wyśmienicie. Dzieci chwytały w mig, co mają robić, a przed zdjęciami tyle się nasłuchaliśmy i naczytaliśmy o tym, jak praca z dzieciakami może być trudna. Widocznie trafiliśmy na wyjątkowo grzeczną grupę albo mieliśmy po prostu szczęście.

Kolejny dzień zdjęciowy, to ujęcia z olsztyńskim aktorem Dawidem Dziarkowskim, który musiał odegrać wpierw sceny z samego końca filmu (ze względu na zarost), następnie pozostałe sceny „mieszkaniowe”. Kręciliśmy w kamienicy u Weroniki Drzewińskiej, która zajmowała się kostiumami, produkcją i scenografią, chociaż przy tym ostatnim pracował praktycznie każdy, szczególnie, gdy musieliśmy we wnętrzu pokoju zbudować wspominany już wcześniej namiot wróżki. To był dzień niezwykłych konstrukcji, trudnych technicznie ujęć (master shot Michała Leśniewskiego w ujęciu prezentującym postać) i chyba jeden z dwóch najbardziej intensywnych dni zdjęciowych – dzień wcześniej zaledwie się rozkręcaliśmy, a tutaj daliśmy z siebie wszystko.

11700986_10206207048686941_6696786382454460006_o

Konstrukcje zasłaniające światło. Księgarnia W drodze. Foto: Izabela Lewandowska

Kolejny intensywny dzień poświęciliśmy na sekwencję finałową, która będzie najdłuższą i najbardziej rozbudowaną sekwencją w filmie. Kręciliśmy ją przy starym rynku, z kilku perspektyw, a dookoła zbierali się ludzie, którzy chcieli zobaczyć, jak robi się film. Po wszystkim odwiedziliśmy jeszcze kilka lokacji, w których wykonaliśmy drobne ujęcia wymagające mnóstwa ustawień i przenoszenia całej masy sprzętu. Jednym z ciekawszych było ujęcie na deptaku, w którym bohater wychodzi z księgarni (dziękujemy księgarni W drodze za udostępnienie drzwi i przygotowanie wystawy). Ujęcie wydawało się łatwe, póki światło nie zaczęło przeświecać nad kamienicami po drugiej stronie ulicy i odbijać się od filmowanej ekspozycji. Musieliśmy rozkładać sprzęt, aby to jakoś zakryć. Dzień zakończyliśmy stosunkowo wcześnie, ponieważ kolejnego dnia planowaliśmy start o 6 rano.

Czwartego dnia zdjęciowego pojawiły się pierwsze poważne problemy. Nie udało się nam zorganizować ludzi do tańczącej sceny musicalowej. Zdecydowaliśmy się nakręcić ją w innym terminie. Zamiast tego wzięliśmy się za krótkie scenki, które wymagały nakręcenia, w tym wróżbita telewizyjny (którego musiałem samemu odegrać) oraz większa sekwencja scen z rowerzystą. Zrobiliśmy dziwnie mało. Czuć już było zmęczenie, a drobne ujęcia, które musieliśmy nakręcić, wymagały jeszcze więcej jeżdżenia ze sprzętem, przez co dzień troszkę się nam dłużył. Na szczęście udało się nam zebrać ponownie siły na finał.

11807656_1003478272995864_2430387092097432736_o

Galeria sztuki. Foto: Izabela Lewandowska

Ostatni dzień zaczęliśmy od galerii sztuki w Kolektywie 1a. Były to ciekawe ujęcia ze specjalnie przygotowaną scenografią w postaci abstrakcyjnych obrazów autorstwa Oli Jasek. Perfekcjonizm naszego mistrza oświetlenia przedłużał trochę kręcenie – ustawianie światła trwało i trwało, a nam wciąż nie udawało się uzyskać zadowalającego efektu. W pewnym momencie odkryłem, że w rogu znajduje się przykryta blachą dziura, przez którą wcześniej był puszczony komin. Blachę wystarczyło delikatnie odgiąć i z pomieszczenia znajdującego się piętro wyżej można było puścić światło kontrujące, które ostatecznie przyniosło nam oczekiwany efekt. Można powiedzieć, że praca reżysera sprowadziła się w tym przypadku do szukania dziury w całym. Na deser zostały nam sceny w łazience, w których nasza charakteryzatorka musiała się wykazać umiejętnością wykonywania blizn i siniaków. Udało się jej to znakomicie – gdy pierwszy raz zobaczyłem aktorkę, to myślałem, że charakteryzatorka pobiła ją, zamiast namalować te siniaki, jak prosiliśmy. Dzień zakończyliśmy krótką scenką, w której zagrała znakomita poznańska aktorka Maria Rybarczyk. Jej interpretacja epizodycznej roli cyganki wywarła na całej ekipie ogromne wrażenie. Szkoda, że nie mogliśmy jej zaoferować więcej miejsca do grania, chociaż i tak to, co ujrzeliśmy, było znakomitym ukoronowaniem całego zdjęciowego tygodnia.

11780018_1643940279174994_3590115132124713286_o

Stary rynek. Ekipa przymierza się do ujęcia. Foto: Izabela Lewandowska

Dwójka naszych głównych aktorów – Gosia Prętka i Dawid Dziarkowski, wypadli znakomicie. Oboje prezentowali troszkę różny sposób gry, przez co praca z każdym z nich różniła się nieco, jednak ostateczny efekt był zawsze zadowalający, a czasem nawet powalający. Zapamiętajcie te nazwiska. Gosia w tym roku zacznie studia w szkole aktorskiej, a Dawida możecie oglądać w olsztyńskim teatrze. Jeszcze kilka lat i cała Polska o nich usłyszy. Cała ekipa dała z siebie 100%, a czasem nawet jeszcze więcej. Operator Michał Leśniewski i producent Bartosz Duleba wychodzili znacznie poza swoje kompetencję, dźwigając dziesiątki kilogramów sprzętu i instalując to wszędzie, gdzie tylko było trzeba. Tutaj nie było kompromisów; żadnego „zróbmy to na szybko i lecimy dalej”. Rzeźbiliśmy każdą scenę tak długo, aż nie uznaliśmy, że jest przynajmniej bardzo dobra. Trzymaliśmy się średniej około 8 dubli, chociaż bywały i sceny, które wymagały aż 16 powtórek. Ten perfekcjonizm powodował ciągłe opóźnienia, ale mam wrażenie, że było warto, i że zaprocentuje to na ekranie.

W tej chwili film znajduje się w fazie postprodukcji. Pracujemy nad montażem, później weźmiemy się za udźwiękowienie, dogranie offów (w roli narratora wystąpi poznański aktor Hubert Kożuchowski) i efekty specjalne (w tym napisy i animacja). Cała postprodukcja zajmie nam jeszcze około miesiąca, do maksymalnie dwóch. Po tym czasie, jeśli będziemy zadowoleni z efektów, to planujemy wysłać film na kilka festiwali i rok później udostępnić go w internecie. Do tego czasu na pewno opublikujemy trailer, więc wypatrujcie naszej produkcji w internecie. Mam nadzieję, że to nie ostatni nasz film, a jedynie początek długiej współpracy, której efektem będzie jeszcze niejedno dzieło. Mam wrażenie, że w ciągu tych sześciu dni zdjęciowych, i ponad 9 miesięcy intensywnych przygotowań, udało się nam zgrać tak dobrze, że warto to wykorzystać przy kolejnych produkcjach. Nim jednak do tego dojdzie, musimy ujrzeć efekty naszego pierwszego, wspólnego dzieła. Trzymajcie kciuki!

A o czym jest sam film? Będę tajemniczy i powiem, że jest to krótka (około 10 minutowa) czarna komedia antyromantyczna. Czarna ze względu na dwa litry krwi, siniaki i wypadki rowerowo-samochodowe, a antyromantyczna dlatego, że opowiadamy o dwójce idealnie do siebie pasujących ludzi, którzy właśnie za chwilkę mają się spotkać, ale… Dobra, więcej nie zdradzam. Sami wkrótce zobaczycie.