Zbuntowany podmiot liryczny, czyli smutne życie profesora Pnina

Posted by in Blog, książki, recenzja

Vladimir Nabokov należy do jednego z moich ulubionych pisarzy, to też jego powieści staram się sobie dawkować, aby wystarczyło mi ich na długo. Niedawno skończyłem czytać kolejną, więc pora teraz na jakieś posumowanie i krótką recenzję tejże.
Pnin, to czwarta anglojęzyczna powieść Nabokova. Pisarz rozpoczął nad nią pacę tuż po ukończeniu swojego najbardziej znanego dzieła, mianowicie Lolity. Warto tutaj zaznaczyć, że przed publikacją swojej najsłynniejszej powieści, Nabokov był pisarzem znanym tylko wśród wąskiego kręgu emigrantów rosyjskich, i dopiero historia niezwykłej miłości niejakiego Humberta Humberta do młodziutkiej nimfetki Dolores Haze, przyniosła mu międzynarodową sławę i uznanie. Życie Nabokova – do tej pory mało znanego wykładowcy literatury rosyjskiej wykładającego na jakiejś podrzędnej uczelni zmieniło się z dnia na dzień. Można odnieść wrażenie, że „Pnin” jest odzwierciedleniem tych właśnie zmian.

Głównym bohaterem jest łysy jak kolano profesor Timofiej Pnin. Rosyjski emigrant, wykładający literaturę rosyjską na małym, podrzędnym uniwersytecie. Powieść jest pełną ironii historią jego marnego życia, które zaczyna się powoli rozpadać. Trudno nie odnieść wrażenia, że Nabokov stworzył tragiczną postać, która jest pewnego rodzaju nieudaną wersją jego własnego życia.

W istocie to świat był roztargniony, a Pnin poczuwał się do obowiązku, żeby zaprowadzić w nim porządek. Żył w stanie wiecznej wojny z przedmiotami martwymi, które rozpadały się, atakowały go, przestawały działać albo gubiły się złośliwi, z chwilą, gdy znalazły się w orbicie jego egzystencji.

W książce znajdziemy mnóstwo anegdot z życia uniwersytetu, masę zabawnych przejęzyczeń, które bohater popełnia nieustannie, a także między innymi przezabawną dekonstrukcję fabuły Anny Kareniny Łwa Tołstoja oraz analizę językoznawczą pewnej bardzo znanej baśni rosyjskiej, w której Pnin dowodzi, że pantofelki bohaterki zrobione były z futra wiewiórek, a nie ze szkła, a całe to nieporozumienie jest po prostu wynikiem złego przekładu. Takich anegdot jest tam mnóstwo. Dzięki nim książkę czyta się z wielką przyjemnością i uśmiechem na ustach.

Za pierwszym razem nie zdał egzaminu na prawo jazdy przede wszystkim dlatego, iż w nieodpowiednim czasie wszczął dyskusję z egzaminatorem, usiłując mu dowieść, że nie ma nic bardziej upokarzającego dla istoty myślącej niż przymus wyrobienia sobie podstawowego odruchu warunkowego, który każe stanąć na czerwonym świetle, kiedy w pobliżu nie ma żywej duszy, pieszej bądź zmotoryzowanej. Za drugim razem postąpił bardziej roztropnie i zdał egzamin.

Oczywiście Nabokov nie byłby sobą, gdyby nie jego eksperymenty narracyjne, które już coraz odważniej wprowadzał do swoich powieści. Mistrzostwo w tym zakresie miała przynieść jego kolejna powieść – Blady ogień. W Pninie narracyjny przewrót jest przez większą część książki doskonale ukryty, i tylko uważny czytelnik może się zorientować, że coś tutaj nie gra. Dopiero ostatni rozdział przynosi rewolucję, które potrafi rozbawić czytelnika do łez. Nie chcę tutaj zdradzać zakończenia, więc odsyłam i zachęcam do przeczytania tej niezwykłej i przezabawnej książeczki. Powiem tylko [mały spojler], że wiąże się to z pytaniem, które często zadają sobie postacie literackie w powieściach Nabokova, mianowicie: czy to wszystko, co mnie otacza, nie jest przypadkiem tylko literackim zmyśleniem? Czy życie nie jest tylko przypisem do jakiegoś niezrozumiałego poematu? A jeśli jest, to co robić? Wydaje się, że profesor Pnin znalazł na to sposób. Jaki? Przekonajcie się sami.
Pnin, Vladimir Nabokov, Państwowy Institut Wydawniczy, Warszawa 1987.