Black Hope, czyli Kawa i papierosy

Posted by in Blog, recenzja

Polska scena piwna już od ponad roku rozpieszcza nas niezwykłymi gatunkami piwa, o których wcześniej mogliśmy tylko pomarzyć. Pinta wróciła niedawno z legendarnym już  Atakiem Chmielu, Artezan podbija piwoszy swoim Pacific Pale Ale, zaś bohater naszego dzisiejszego wpisy, czyli AleBrowar, wypuszcza Whiskey Extra Stouta, który zapowiada się fantastycznie, a to dopiero początek roku! Piwna rewolucja, którą na początku 2012 rozpoczęła Pinta trwa w najlepsze, i całe szczęście dla tych, którzy cenią prawdziwe piwa nad koncernowymi sikaczami!
Dzisiejsza recenzja poświęcona będzie piwie Black Hope z AleBrowaru, które zakwalifikowano gatunkowo jako Black IPA (India Pale Ale), czyli bardzo nietypowo (India Pale Ale to zwykle piwo o barwie bursztynowej, lub jasno miedzianej). AleBrowar posiada już w swoim repertuarze jedno znakomite piwo typu IPA, mianowicie Rowing Jack, który moim skromnym zdaniem jest o wiele lepszy od słynnego Ataku Chmielu z Pinty. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ w zasadzie Rowing Jack i Black Hope mają bardzo podobny, niemalże identyczny skład. Różnice są naprawdę nieznaczne. Ot, czarny brat wioślarza został potraktowany dodatkowo dwoma słodami karmelizowanymi, dzięki którym zawdzięcza swoją ciemną barwę. Jeśli zaś chodzi o dobór chmielu, jest on dokładnie taki sam, jak u wioślarza. Skład Black Hope prezentuje się niesamowicie, dlatego warto go tutaj przedstawić:

Na piwo składa się: oczywiście woda, następnie słody takie jak: Pale Ale, pszeniczny, wiedeński, Carapils, Caramunich oraz Carafa. Jeśli zaś chodzi o chmiele, to mamy takie cuda jak: Simcoe, Chinook, Citra, Cascade oraz Palisade. Wszystkim tym zajęły się amerykańskie drożdże typu US-05. Całość jest niepasteryzowana i niefiltrowana, więc radzę pić szybko. Termin przydatności do spożycia tego cuda to ledwie kilka tygodni. Wysokiemu ekstraktowi 16° towarzyszy 6,2% objętości alkoholu. AleBrowar podaje także przy swoich piwach wartość IBU, czyli stopień nachmielenia/goryczy danego piwa. W przypadku piw IPA jest on zwykle bardzo wysoki i wynosi tutaj 65 punktów (dla porównania, dobry jasny lager ma maksymalnie 25 IBU. Sikacze pewnie do 12 nie dochodzą).

Przed degustacją warto jeszcze nadmienić, że piwo zajęło I miejsce w kategorii “piwa ciemne górnej fermentacji”, w rankingu na najlepsze piwa roku 2012 organizowanego przez serwis Browar.biz, oraz II miejsce w kategoriach piwo roku 2012 i debiut roku 2012. W degustacji trunku pomagała mi moja dziewczyna Marta, więc poznacie dwa punkty widzenia, o tyle istotne jest to w tym przypadku, że piwa typu IPA ze względu na mocne nachmielenie, uchodzą za piwa typowo męskie.
Do rzeczy. Po wlaniu do komesowego kielicha naszym oczom ukazuje się trunek czarny jak noc, przyozdobiony dodatkowo piękną, gęstą pianą, która ku radości Marty utrzymuje się do samego końca degustacji. Tutaj muszę jednak nadmienić, że trunek wlewałem “po czesku”, czyli lejąc z średniej wysokości na sam środek, i dolewając kilka razy, aż nie opróżniłem całej butelki. Zresztą sami zobaczcie piękne zdjęcie, na którym widać, jak piana niemalże wychodzi z kielicha.
Black Hope jest naprawdę czarny. Pod światłem nie widać żadnych przebłysków. Czarny jak noc, jak Stout czy Porter, czarny jak mocna kawa. Aż przyjemnie patrzy się na szklankę wypełnioną nieprzeniknioną czernią, ozdobioną dodatkowo gęstą pianą. Ale piwo nie jest do oglądania. Piwo jest do picia! Czas więc spróbować w końcu to cudo.
Na pierwszym plan wysuwa się chmielowa gorycz, która całe szczęście nie zdominowała jednak całości. Piwo w smaku przypomina troszkę Stout. Tutaj między mną a Martą pojawiła się pewna rozbieżność. Ja czuję nuty kawowe, bez typowych dla Stoutu nut kakaowych, Marta czuję jednak zupełnie odwrotnie, określając smak jako wykwintna gorzka czekolada, bez cienia smaku kawy. Dodatkowo wyczuwam smak przypominający odrobinę młode orzechy włoskie z gorzką łupiną, a Marta coś, co określiła jako specyficzny posmak kandyzowanego cukru, czy też słodycz charakterystyczną dla żurawiny lub borówki.
Warto się tu chwilę zatrzymać i rozwinąć wątek tej niespodziewanej, ledwie wyczuwalnej słodyczy, która chyba czyni to piwo tak wyjątkowym. Mocny chmielowy aromat doskonale ukrywa przed nami tą delikatną nutę słodkości, tak bardzo nietypową dla IPA, i zdecydowanie bardziej przystającą Stoutowi. Jest to miła niespodzianka. Spodziewałem się przecież czegoś bezwzględnie gorzkiego, zdecydowanie męskiego, okazuje się jednak, że Black Hope to taki brutal, który potrafi być czasem delikatny. Oczywiście wyraźne uderzenie chmielu nie pozostawia żadnych wątpliwości, że mamy do czynienia z India Pale Ale. Black Hope to nadal zarośnięty poszukiwacz czarnego złota; twardziel, który nigdy się nie poddaje.
Ciekawe rzeczy dzieją się na podniebieniu kilka sekund po każdym kolejnym łyku. Po piwie pozostaje bowiem gorzki posmak, który  bardzo przypomina ten, który pozostawia po sobie dobry tytoń. Nie chodzi mi o nikotynową aksamitność, tylko o sposób działania na nasze kubeczki smakowe. To taki aromat, który utrzymuje się jakiś czas, w przyjemny sposób przypominając nam o źródle swojego smaku. Poza tym piwo jest troszkę za ciężkie, pewnie zdołałbym wypić kolejne, jednak po drugim musiałbym wypić już coś lżejszego.
Warto też wspomnieć o zapachu, który jest chyba najsłabszym ogniwem w tym piwie. Jest on lekko owocowy, jak rodzynki, czy też sfermentowane jabłka. Marta określiła ten zapach jako metaliczny, ja porównałbym go z zapachem czegoś kwaśnego, troszkę odrzucającego. Prawdopodobnie zmylony właśnie zapachem, zacząłem odczuwać przy końcówce lekko kwaśny posmak. Jest to jednak jedyna skaza na obliczu naszego poszukiwacza czarnego złota.
Podsumowując mogę powiedzieć, że jest to do tej pory jedno z najlepszych piw, jakie w życiu piłem. AleBrowar kolejny raz pokazał, że potrafi warzyć niesamowite trunki, które znajdują się w ścisłej czołówce polskich piw. Jim Jarmusch  po wypiciu Black Hope z pewnością znalazłby inspirację do kolejnego czarno-białego filmu. Black Hope jest bowiem jak Kawa i papierosy – czarny, mocny z białą pianą, dymem w smaku i bogatym wnętrzem. Black Hope daje nam nie tylko nadzieję, ale także i ogromną satysfakcję. Prawdziwe, płynne czarne złoto.
Oceny nie będzie. Piwa z AleBrowaru wykraczająca poza skalę.