Festiwal filmów animowanych Se-Ma-For

Posted by in Aktualności, Blog, film

Jakieś dziesięć dni temu zakończył się w Łodzi festiwal filmów animowanych organizowany przez słynne studio Se-Ma-For. Jako, że miałem okazję być na tym festiwalu przez dwa ostatnie dni, podzielę się po krotce moimi uwagami.
Po pierwsze — organizacja. Festiwal odbywał się w zwykłym multipleksie, w dwóch salach jednocześnie. Zaraz obok odbywały się zwykłe seanse filmowe, co znacznie wpływało na klimat festiwalu, który był zupełnie niefestiwalowy. Troszkę biednie i bez rozmachu, jak na imprezę bądź co bądź, międzynarodową.
Po drugie — czas seansów. Animacje wyświetlane były w krótkich blokach trwających ponad godzinę. 15 minut po rozpoczęciu bloku konkursowego zaczynały się płatne seanse specjalne. Jako, że bloki animacji konkursowych się powtarzały, to można było sobie tak całość zaplanować, aby obejrzeć wszystko to, co nas ciekawi, ale tylko pod warunkiem, że było się na festiwalu od samego początku. Ja miałem straszne problemy z programem, ponieważ z mojej perspektywy, wszystko się na siebie nakładało. Priorytetem były dla mnie oczywiście animacje konkursowe, więc z pokazów specjalnych zdołałem obejrzeć tylko klasyczną animację rosyjską (czy też radziecką. Przy okazji, tylko Rosjanie potrafią zrobić bajkę dla dzieci z bohaterem, który wygląda i porusza się jak zwykły pijaczek i wzbudza tym naszą sympatię). Forma taka umożliwiła mi jednak zobaczenie znacznej większości animacji z konkursu głównego, więc chyba nie ma co narzekać na program.
Po trzecie —poziom polskich animacji. Na jakieś sześć polskich animacji, które udało mi się obejrzeć, cztery były odpychające, jedna średnia, a jedna nawet ciekawa, szkoda tylko, że z oklepanym pomysłem. Patrząc na zwycięski film w kategorii animacji polskiej (który szczęśliwie udało mi się obejrzeć, gdyż brał także udział w konkursie głównym) nie żałuję wcale, że opuściłem prezentacje konkursowe polskich animacji.
Tutaj przejdę może do opisu nagrodzonych animacji, zaczynając właśnie od tego polskiego, wyróżnionego filmu:
– Papierowe pudełko, reż Zbigniew Czapla — Grand Prix konkursu polskiego. Twórca, po powodzi z maja 2010, kiedy Wisła przerwała wał i zalała jego rodzinny dom, znalazł pudełko z fotografiami, zniszczonymi przez żywioł. Cała animacja to właśnie prezentacja tych zdjęć. W trakcie seansu spoglądają na nas widma z przeszłości, które trudno już zidentyfikować. Widzimy, jak zdjęcia powoli niszczeją, aż w końcu stają się abstrakcyjnymi plamami poruszającymi się po ekranie. Całości towarzyszy interesująca ścieżka dźwiękowa zbudowana z pociętych dialogów osób, starających się rozpoznać postacie na fotografiach. Głos jest tak mocno pocięty, że nic z niego nie rozumiemy. Staje się więc on taką samą abstrakcyjną plamą, jak ostatnie zdjęcia, które żywioł przetrawił już zupełnie. Animacja nie posiada żadnej fabuły. Ukazuje nam w metaforyczny sposób, jak korodują nasze wspomnienia i jak ulotna jest przeszłość i nasza pamięć. Mam wrażenie, że reżyser pokazuje nam tylko ciekawą technikę prezentacji zdjęć i nic poza tym. Animacja jest raczej wprawką do techniki, którą można by było z powodzeniem wykorzystać w jakimś większym, historycznym dokumencie. Nic wielkiego.
– Karbeste veski, reż Anu-Laura Tuttelberg — Nagroda dla najlepszego debiutanta. Ta niesamowicie mroczna, estońska animacja, zrobiła na mnie ogromne wrażenie, szczególnie ze względu na dopracowany do perfekcji pomysł. Może troszkę zraziło mnie wstawione na siłę, szczęśliwe zakończenie, bez którego film ten mógłby chyba być najlepszym filmem festiwalu. Znakomita zabawa obrazem, surrealistyczny kilimat, troszkę obrzydliwości i cykliczna, idealnie domknięta konstrukcja fabuły, to najlepsze cechy tej niezwykłej animacji. Jeśli będziecie mieli okazję to cudo zobaczyć, to zróbcie to. Ostrzegam jednak, że animacja przeznaczona jest tylko dla osób potrafiących znieść pewien poziom obrzydliwości.
– O rybari, reż. Marsickow Frantiska Vasy — Nagroda dla najlepszej animacji (techniczna). Bardzo pomysłowa i niezwykle zabawna, czeska wersja bajki o złotej rybce. Płaskie papierowe postacie, mieszkające w książkach i poruszające się po pokoju przy pomocy małych samochodzików. Lepszego świata zbudowanego przy pomocy tak skromnych środków wyrazu, chyba nie dało się już wykreować! Zupełnie zauroczył mnie pomysł z łowieniem ryb, które odbywało się tak, że bohater siedział na krzesełku i zarzucał wędkę na podłogę, na której leżało czasopismo rybackie z jeziorkiem na okładce! Niewymuszony humor, sporo akcji oraz interesujące rozwiązania formalne złożyły się na bardzo dobrą animację, którą wspomina się z uśmiechem na ustach.
– Oh Willy, reż. Emma i Marco De Swaef-Roels – Nagroda specjalna publiczności. Cieszę się, że ta animacja została nagrodzona, chociaż fabularnie była bardzo słaba, miejscami wręcz odpychająca. Nieciekawy bohater z poważną nadwagą, społeczeństwo nudystów i śmierć matki, po której główny bohater ulega zdziczeniu, tak pokrótce mógłbym opisać całą historię. Powiem szczerze, że pod względem technicznym ta animacja biła na głowę wszystko, co zobaczyłem na festiwalu. Przepiękne plenery zrobione z wełny. Niesamowita pieczołowitość w tworzeniu dekoracji miejsc, które pojawiają się w filmie tylko na kilka sekund! Widać, że włożono w całość mnóstwo wysiłku. Do dziś wspominam jakie wrażenie zrobił na mnie malutki, wełniany sedes, czy też animowane, wełniane torsje głównego bohatera!
– Siedem minut w warszawskim getcie. Reż. Johan Oettinger – wyróżnienie Jury. Fabułę tej siedmiominutowej animacji można by z powodzeniem streścić w jednym, krótkim zdaniu. W tym celu musiałbym wam jednak zdradzić zakończenie, które cechuje się tym, że robi ogromne wrażenie. Pomysł wyjściowy jest więc bardzo prosty, a wykonanie niezwykle pomysłowe. Wciąż nie mogę wyjść z podziwu, jakimi prostymi środkami autorzy oddali sytuację życiową ludzi, zamkniętych w getcie. Kukiełki żydów mają wszędzie takie małe pęknięcia, które obrazują nam zniszczenie ciała. Głód pokazany jest również w pomysłowy sposób: na przegubach widać odsłonięty stalowy szkielet służący zwykle do poruszania lalką. Co ciekawe, nie widać go wśród niemieckich żołnierzy. W filmie zdecydowano się także na wykorzystanie zdjęć oczu prawdziwych aktorów, które później nałożono na kukiełki, co tchnęło w te postacie mnóstwo życia. Może właśnie z tego powodu widz przeżywa tak wielki szok, gdy… Gdy film się kończy. Bardzo dobra animacja z szansą na nominacje do Oskara.
– My strange grandfather. Reż Dina Velikovskaya – najlepsza animacja dla dzieci. To bardzo ładna bajka z ciekawą fabułą. Pięknie animowana, z interesującą muzyką, która odgrywa tutaj istotną fabularną rolę. Mam jednak wrażenie, że przeglądając co roku krótkometrażowe animacje nominowane do Oskara, napotykam na dziesiątki podobnych. Jest więc tutaj wszystko to, co lubią członkowie akademii i nic poza tym. Jest więc szansa na nominację do tej najważniejszej z nagród, jednak wciąż brakuję mi czegoś bliżej nieokreślonego, aby powiedzieć, że jest jakaś szansa na zwycięstwo.
– Un Spectatle Interrompu. Reż Christophe Gautrie – Grand Prix festiwalu. Główną nagrodę zdobył depresyjny film, który mógłbym określić jako Tim Burton pozbawiony humoru. Bohaterem animacji jest poeta, który wspominając swoją ukochaną, decyduje się „wyjść” ze swojego okna, aby udać się do krainy snów. Nad tą z pewnością bardzo dobrze zrealizowaną animacją wisi więc wciąż klimat samobójstwa. A czyż połączanie poezji i samobójstwa nie jest nośnym tematem? Jeszcze dodać do tego monotonną muzykę wykonywaną przez ulicznych grajków, troszkę nagości, która podbiła kategorię wiekową i obowiązkowo czarno-biały obraz i już mamy zwycięzcę. Jury to wystarczyło, mnie to jednak nie przekonało do końca. Animacja zaledwie dobra.
Nie udało mi się niestety zobaczyć dwóch pozostałych wyróżnionych animacji. Cieszę się jednak, że to, co mi się najbardziej podobało, zostało w jakiś sposób wyróżnione. Sam jednak dokonałbym pewnych zmian. Nagrodę dla najlepszej animacji (techniczna nagroda) przyznałbym filmowy Oh Willy. Zaś czeskiej historii o złotej rybce, lub surrealistycznej estońskiej animacji dałbym główną nagrodę. Ubolewam także troszkę nad poziomem polskiej animacji. Gdyby bowiem istniała kategorią na najbrzydszą i najgorszą animację festiwalu, to właśnie wśród polskich animacji znalazłbym dwóch, idealnie do tego pasujących kandydatów.
Pozostaje mi jeszcze tylko życzyć obchodzącemu swoje 65-lecie studiu Se-Ma-For przynajmniej stu lat sukcesów! Dziękuję także Jackowi Nagłowskiemu i Agnieszce Janowskiej za zaproszenie na festiwal i udzieloną mi gościnę.