Śmierć narratora

Posted by in eksperyment, Opowiadania, s/f

   Monochromatyczne olśnienie; zakłócona czarno-białą gradacją rzeczywistość; fala, której prędkość równa jest tylko prędkości światła; spięcie, niepożądane połączenie świadomości z boskim tranzystorem; szaleństwo, które oscyluje gdzieś między nerwem a układem scalonym z martwym wszechświatem symulakrów, memów, snów i myśli. Znów iskra pojawiająca się nad wszechobecną maszyną, której wsporniki, czujniki i wszelkie inne stalowe urządzenia peryferyjne niewiadomego pochodzenia, pełne kabli, lampek i igieł, zwisały nad jego nagim ciałem. Nieznośny błąd systemu, który wprawił w szaleństwo wszystkie diody znajdujące się na pokrytej kurzem, jedzeniem i potem konsolecie, zbudził go nagle z syntetycznego letargu. Cała ta orkiestra niewyjaśnionych omyłek, raportów, błędnych obliczeń, niewłaściwie przeprowadzonych kompilacji, iskrzących się w ciemności technicznych usterek, sprawiała, że przeszedł go po plecach zimny dreszcz, mieszający się z nieracjonalnym podnieceniem, które zawładnęło na chwilę jego ciałem. Przez moment, kiedy tylko minął strach zmieszany z dezorientacją, poczuł się naprawdę wolny.
   Monitor migał nieznośnie, wyrzucając co jakiś czas przypadkowe liczby i gasnąc, aby po chwili znów rozbłysnąć w nieustającym cyklu binarnych jęków. Konsoleta mrugała, jak gdyby zapraszając go do wpisania ciągu cyfr, podświetlanych przez niebieskie diody ukryte pod klawiaturą numeryczną. Uniósł się lekko, aby się jej uchwycić i poczuł, że galaretowata substancja, w której był zanurzony, w wyniku powolnej utraty ciepła, zaczęła stawać się coraz bardziej lepka. Szklane oko z czerwoną diodą umieszczone tuż nad jego głową zaiskrzyło przeraźliwie, następnie obróciło się kilka razy wokół własnej osi i zamilkło wpatrzone w kratkę, przez którą zawsze wpływało do pomieszczania przyjemnie i świeże powietrze. Wyglądało to tak, jakby wszechobecny i wszystkowiedzący narrator utracił wgląd w jego duszę.
Podniósł się powoli, wyciągając z tyłu głowy długi kabel, który zwykł prewencyjnym uderzeniem wysokiego napięcia ograniczać jego ruchy, wyznaczając w ten sposób granicę nie do przekroczenia; dziś po raz pierwszy w życiu mógł wyjść poza otaczający go świat – mógł wreszcie przekroczyć tą metrową przestrzeń, która pozwalała mu tylko unieść się lekko, aby sięgnąć konsolety i wykonywać powierzane mu przez system zadania. Wiedział, że musi się śpieszyć, nim galaretowata substancja ostygnie całkowicie. Błąd tego rodzaju zdarza się zwykle raz na dziewięć cykli rozliczeniowych, a jego naprawa zajmuje mniej więcej trzy cykle letargowe. W trakcie ostatniego błędu, strach przed konsekwencjami był silniejszy niż ciekawość i galaretowana substancja bardzo szybko zmieniła się w twarde i niewygodne więzienie, które skutecznie powstrzymywało go przed wszelkimi działaniami aż do ponownego startu systemu. Przez ten czas obiecywał sobie, że w momencie, w którym system znów ulegnie awarii, będzie gotów, aby zareagować szybko i w sposób zdecydowany. Przez te wszystkie cykle rozliczeniowe marzył o tym jednym jedynym momencie, o swojej kolejnej szansie, wykonując skrupulatnie zadania powierzone mu przez komputer. Nie mógł wiedzieć, że wszelkie jego pragnienia zostały zapisane i przeanalizowane przez system, reprezentowany przez wszechobecnego narratora i ułożone w raport, składający się z czarnych znaków, poukładanych na białej przestrzeni opowiadania, gdzieś w głębi pochłaniającej wszystko binarnej wyobraźni. Nie mógł wiedzieć o istnieniu tworzącego zdania mnie, wprawiającego w ruch i zatrzymującego nagle całą machinę wyrazów, programującego logiczne akapity  i uruchamiających nieznośne programy wykonujące wolę symulakrycznych sobowtórów tworzonych w podświadomości wielkiej fabryki snów. Nie mógł wiedzieć, że wszystko to powstało właśnie dla niego.Podmiot liryczny numer trzysta trzydzieści trzy, zbudził się do walki, z nie do końca jego własnym, a raczej zaprogramowanym w psychice strachem. Chwilę po tym, jak udało mu się oderwać od swojej macierzy, przystanął nad stalową konsoletą. Spojrzał na nią podejrzliwie i po chwili zamyślenia, postanowił wydusić tajemniczy numer, znany tylko z mitycznej instrukcji alarmowej, zawieszonej niegdyś nad monitorem, pożartej jednak przez wielkiego karalucha z błyszczącym na czerwono okiem, wyrastającym z chitynowego pancerza.
Poczułeś, a właściwie powinieneś w tej chwili poczuć, dreszcz i dziwne swędzenie w okolicach czaszki. Na ekranie czarno-białego monitora, pojawiły się znane tylko tobie dane. Migały szybko w postaci cyfr i liczb. Twoja data urodzenia, numer znany ci dobrze z plastikowej karty, zawierającej między innymi informacje o kolorze twoich oczu, decydującej również o twojej przynależności do tej cywilizacji, miejscu zamieszkania, płci, narodowości.
   Na ekranie pojawiła się długa sekwencja, w której na próżno było szukać wieńczącej koniec kropki; cyfry stawały się coraz bardziej abstrakcyjne, część z nich będzie ci dane rozpoznać w niedalekiej przyszłości, część pozostanie na zawsze tajemnicą – tajemniczymi sekwencjami, o których nie masz pojęcia; programami, które decydują o twoim otoczeniu, a których nie jesteś w stanie pojąć – to wszystko jest  kodem źródłowym twojej egzystencji, wszechwiedzącą spirala DNA i możesz już się cieszyć, że między wierszami znajduje się tak mało pustych miejsc; i możesz mieć tylko nadzieje, że  nie ukrywa się jmiędzy nimi jakiś ponury błąd – dziura w całym systemie, która umożliwia innym włamanie się i zawieszenie twojego Ja poprzez wywołanie jednej tylko, krótkiej komendy – słowa, lub sekwencji słów, które zawsze powodują, że życie staje się nieznośne, że wszystko, co cię otacza, traci nagle barwy, że odechciewa ci się zupełnie żyć.
   Kropka na końcu tej długiej sekwencji pozwoliła ci na chwilę odetchnąć. Jednak słowo to straszliwie, znajdujące się na samym jej końcu, jest właśnie odczytywane. Widzisz wyraźnie twarz zbudzonego nagiego człowieka, który odczytuje to słowo. Widzisz, jak ono na niego działa i jest to znajoma tobie reakcja. Widzisz, jak łza spływa po jego twarzy, rzeźbiąc w niej znajome rysy. Teraz, dopiero kiedy na ekranie pojawiło się twoje zdjęcie, kiedy blady blask wypełnił przestrzeń, możesz przyjrzeć się jego twarzy. W tym momencie, powinieneś raz jeszcze z tyłu głowy poczuć nieprzyjemne swędzenie. Zbudzony z syntetycznego letargu podmiot liryczny, posiada bowiem twoją twarz.
Oddech twój staje się płytki i nierówny. Odczytujesz to zdanie z konsolety raz jeszcze: jego oddech stawał się płytki i nierówny, odczytał więc z konsolety całe zdanie raz jeszcze. Łapiesz się za głowę, kiedy na ekranie pojawia się zdanie, na którym zatrzymuje się twój wzrok: Złapał się w panice za głowę, kiedy ponownie odczytał znajome zdanie z konsolety. Aby słowo stało się ciałem, wpadasz w panikę, chociaż z początku starasz się powstrzymać narastający w tobie strach. Zaczynasz szukać wyjścia, oglądasz więc dokładnie każde zdanie, szukając w czarnej czcionce klucza do twojej wolności: zaczął szukać wyjścia, czując narastający w sobie strach, z początku analizował sytuację, w której się znalazł przez pryzmat danych wyświetlanych na konsolecie. Czuł jednak, że powoli przestaje być sobą, wprowadził więc do systemu krótkie i treściwe polecenie help z nadzieją, że system mu pomoże. Na ekranie wyświetliło się krótkie zdanie: Wychodzisz teraz przez kratkę wentylacyjną i udajesz się w miejsce, z którego wieje wiatr. Spojrzał na ścianę, na której znajdowała się kratka wentylacyjna i po chwili zamyślenia, wyrwał ją zdecydowanie, następnie zniknął w ciemności. Słowo ciałem się stało. Pomimo strachu i zdając sobie sprawę z dziwności całej sytuacji, był przekonany, że postępuje poprawnie. Gdyby nie jego ciekawość, opowiadanie to zakończyłoby się bowiem już na drugim akapicie. Teraz trwać może przynajmniej do końca tunelu, póki podmiot liryczny nie dojdzie w do miejsca, z którego dochodzi podmuch, przyjemnego chłodnego powietrza.
   Poruszał się zdecydowanie i mozolnie przed siebie, ocierając się o zimne ściany ciasnego kanału wentylacyjnego. W jego głowie mimowolnie pojawiały się długie i skomplikowane myśli, które następnie zderzały się z pytaniami bez odpowiedzi – tymi pierwszymi oznakami niepewności wypełnionymi cichymi szeptami narastającego wciąż strachu. Co dane mu będzie zobaczyć u kresu swej drogi? Czy postąpił słusznie? Czy powrót do ciepłej macierzy i kojącego snu będzie po tej podróży możliwy? Po przejściu kilku metrów, dostrzegł światło, wpadające do tunelu przez zamknięta kratkę. Podświadomie wiedział dobrze, co ujrzy w pomieszczeniu, z którego dochodził blady blask znajomej konsolety. Młoda postać, cała zesztywniała i zanurzona w lśniącej macierzy, leżała bez świadomości przed mrugającą konsoletą. Na jej czole znajdował się niewyraźny numer: trzysta trzydzieści cztery. Przez chwilę wpatrywał się z utęsknieniem na szybko poruszające się gałki oczne postaci. Nagi człowiek śnił. Dobrze znanym mi snem szeleścił  w myślach, pogrążając się w pięknej, kolorowej i pachnącej wszystkimi możliwościami, wirtualnej rzeczywistości. Być może śnił właśnie o czytelniku, którego wzrok utkwił gdzieś w środku opowiadania, zatytułowanego wytatuowanym czołem naszego bohatera. Pamiętał dokładnie, jak będąc tam, układał na niekończących się półkach wielkie ciężkie woluminy, obite w gładkie oprawy. Segregował te foldery, lewitując z niebywałą lekkością nad ziemią, pomiędzy krętymi uliczkami, nieskończenie wysokich korytarzy. Często dotykał czule woluminów i zaglądał do ich wnętrza, aby przez moment poczuć tę chwilę, która została w nich zapisana. Wirtualna biblioteka, mieszcząca księgi z treścią każdego momentu istnienia wszechrzeczy, była tylko niewyraźnym i jakże przyjemnym wspomnieniem, tak odmiennym od ciasnego i zimnego tunelu, w którego wnętrzu teraz tkwił, uwięziony między chłodnymi ścianami realności. Przez chwilę żałował swego przebudzenia i podjętej zaraz po nim decyzji. I tylko ciekawość kazała mu spojrzeć znów w niewiadomą, czarną głębie tunelu i ruszyć dalej w poszukiwaniu odpowiedzi.
   Mógłby tak bez końca poruszać się we wnętrzu tego kanału, między długimi i wielokrotnie złożonymi zdaniami. Mógłby natrafiać w trakcie swojej wędrówki, tak zupełnie przez przypadek, na ukryte w tekście wyrazy, porozrzucane wewnątrz tej ciasnej i zimnej rzeczywistości. Z nich mógłby oczywiście tworzyć nowe zdania, niekończące się konstrukcje oraz jeszcze nieskompilowane programy działające tylko w środowisku utraconej na zawsze wirtualnej rzeczywistości. Gdyby tylko mógł zapisać je na białej przestrzeni jednego z cyfrowych woluminów, potrafiłby tworzyć zupełnie nowe świat, być ich wszechwiedzącym i wszechobecnym narratorem. Czuł całym swym ciałem, jak ta twórcza siła w nim narasta.
   Wiem dobrze o tym, co odczuwa w tej chwili, gdyż dawno temu, przechodziłem dokładnie przez to samo. Wiem, że na samym końcu tunelu, trafi do dużego pomieszczenia o czystych ścianach i z okrągłym, pełnym przycisków stolikiem, znajdującym się na samym środku. Właśnie tam, będę na niego czekał – właśnie tam teraz na niego czekam, z trudnością wystukując moimi pomarszczonymi i chudymi palcami, ostatnie zdania tej opowieści. Wprowadzam do systemu magiczny wyraz – kod ponownie restartujący cały świat przedstawiony. Słyszę, jak czołga się tuż nad moją głową. Właśnie znajduje pozostawione tam litery, układające się w słowo oznaczające moją śmierć. Podnosi je z namaszczeniem i przy pomocy tego słowa wytrychu, wyłamuje kratkę znajdującą się tuż nad moją głową. Dostrzega teraz na moim czole numer trzysta trzydzieści dwa i wiem dobrze, jak bardzo jest przerażony. Jak boi się mojej starości i mojego wzroku, którego nie potrafię od niego oderwać. Patrzę mu prosto w oczy i dostrzegam, jak nie tylko odczytuje w moim spojrzeniu, ale również pisze moją krwią na samym końcu tego opowiadania, ostatnie jego zdanie. Widzę jak to krótkie opowiadanie, przestaje być moją historią i staje się jego własnością. Wbija mi to słowo prosto w krtań, stawiam więc wreszcie ostatnią kropkę, oddając mu posłusznie swoje miejsce. Narrator umiera. I w tej właśnie chwili czujesz, jak otaczające cię słowa sztywnieją, tracąc powoli zaklęte w nich ciepło. Budzisz się z głębokiego syntetycznego snu, dotykając palcem końca tej historii.
Copyright © 2010 Przemysław Pinczak. All rights reserved.